Właściwie nie wiem, od czego zacząć, bo jest tego sporo.
Kongres miaÅ‚ tytuÅ‚ “Braille21 - innowacje w brajlu w XXI wieku”. TrwaÅ‚ 3 dni
i przez te dni równolegle w pięciu salach odbywały się warsztaty i
prezentacje z sześciu grup tematycznych:
1. edukacja
2. kształcenie ustawiczne i zatrudnienie
3. badania i rozwój
4. poprawa dostępu do informacji
5. brajl jako element uniwersalnego projektowania
6. rola pisma Braille’a we włączaniu w niezależne życie.
To takie moje dowolne tłumaczenie.
Dwa wieczory siedziaÅ‚am nad tym “rozkÅ‚adem jazdy” i zaznaczaÅ‚am sobie, na
które prezentacje czy warsztaty chcę chodzić. Momentami byłam rozdarta, bo
dwie interesujące mnie prezentacje odbywały się w dwóch różnych salach
jednocześnie.
Oprócz prezentacji były dwa wykłady dla wszystkich i dwa panele dyskusyjne.
Właściwie nie wiem, czy to były wykłady - nie wiem, jak na polski
przetÅ‚umaczyć sÅ‚owo “keynote”. W każdym razie jeden z wykÅ‚adów byÅ‚ o
nauczaniu i bibliotekach a właściwie jedna z pracownic biblioteki w
Waszynktonie opowiadała o sobie i swojej pracy. Drugi wykład miał tytuł
“Rola brajla w życiu gÅ‚uchoniewidomych”. MiaÅ‚am nie iść na ten wykÅ‚ad, ale
koleżanka mówi - idź idź - i poszłyśmy a tu się okazało, że głuchoniewidomy
facet migał a przy mikrofonie drugi stał i tłumaczył, co tamten miga a facet
w sposób interesujący opowiadał po prostu o swoim życiu. Najpierw był tylko
głuchy i chodził do głuchoniewidomych jako wolontariusz, bo był ciekawy
świata a potem gdy miał 30 lat stracił wzrok.
Były też panele dyskusyjne.
Pierwszy dotyczył dostępności głosowania i tutaj jako rekwizyt rozdano wszystkim niemieckie nakładki do
głosowania z 2009 roku.
Drugi panel dyskusyjny dotyczył znakowania opakowań leków i innych
produktów. Mówiono tam rzecz jasna o oznakowaniach leków, ale także dowiedziałam się, że np w Japonii jest stosowany system oznaczeń pozwalających odróżnić produkty zawierające alkochol od niezawierających alkocholu czy też mleko od nie mleka.
Oprócz tego drugiego dnia kongresu wrÄ™czano nagrodÄ™ “Braille21 Award”.
Nominację otrzymało 5 firm, które wdrożyły rozwiązanie wspierające brajla.
Wśród nich była nominowana jedna firma z Polski, ale nagrodę dostała jakaś szwecka
firma za wprowadzenie czegoÅ›, co nazywa siÄ™ portable embosser format. Za
chińskiego Boga nie wiem, czemu ma to służyć i w czym to jest lepsze od
programów dodawanych do brajlowskich drukarek. Idea niby jest taka, że
ktokolwiek cokolwiek przy pomocy tego czegoÅ› przygotuje dokument w brajlu,
będzie mógł wydrukować ten dokument na dowolnej drukarce na świecie. Muszę
zgłębić ten temat, bo naprawdę nie rozumiem, o co w tej idei chodzi i czemu
to ma być takie dobre.
Oprócz wymienionych była firma, która robiła
ubrania i jakieÅ› rzeczy typu czapki i plecaki z napisami brajlem a facet z
tej firmy no niestety nie umiał sprzedać swojego pomysłu. Czytał coś z nosem
w kartce i nic z tego nie rozumiałam. Na dodatek mieli do pokazania takie
fajne małe plecaczki z napisanymi brajlem imionami, takie jak ja lubię.
Chciałam nawet jeden kupić, ale nie były na sprzedaż. Za to wszyscy od tej
firmy dostali czapki z daszkiem z napisem w brajlu “Braille21 Leipzig 2011″.
I jeszcze jedno - w którymś momencie byłam rozdarta pomiędzy prezentację z metody nauczania brajla za pomocą systemu DAISY oraz prezentacji niewidomego sędziego, który opowiadał o swojej pracy. Miałam pójść na tę pierwszą prezentację, jednak poszłam na tę o brajlu w sądzie cywilnym. Zrobiłam to dlatego, że dzień
wczeÅ›niej gdy byÅ‚am na prezentacji pt “Książki w systemie DAISY z brajlem
skrótami” to jakaÅ› niunia czytaÅ‚a swojÄ… prezentacjÄ™ z kartki i to tak
dosłownie z tytułami rozdziałów i ich numerami, jak dziecko w szkole i tak
mnie zniechÄ™ciÅ‚a do pójÅ›cia na prezentacjÄ™ pt “Nauka brajla przy pomocy
DAISY”, że zamiast tego poszÅ‚am na wykÅ‚ad tego niewidomego sÄ™dziego z
Niemiec. Były też dwie prezentacje, które bardzo mnie zaciekawiły, z resztą byłam ciekawa tego już wcześniej, gdy czytałam ich streszczenia w internecie. Rzecz dotyczyła pewnego systemu składającego się z takiego urządzenia imitującego długopis podłączonego do komputera lub komórki - niestety nie z systemem Symbian - za pomocą usb czy bluetoth i różnych mniejszych czy większych kawałków plastiku. Do końca chyba nie rozumiem działania tego systemu, ale wyobraźcie sobie, że macie prezentację składającą się z tekstu, który czytacie brajlem i różnych plików multimedialnych, które w trakcie takiej prezentacji trzeba otwierać. Tak więc na wydruku układacie te plastikowe karty w różnych miejscach tekstu i gdy do danej karty dochodzicie, pukacie w nią tym długopisem a wówczas w komputerze otwiera się to, co chcecie zaprezentować publiczności.
Jeśli chodzi o prezentacje, to część ludzi było widzących, część
niewidomych, niektórzy tylko mówili, niektórzy mieli slajdy, niektórzy
czytali z kartek - nawet brajlem - czego u nas chyba większość się krępuje.
Jedni czytali lepiej, drudzy gorzej jak ta za przeproszeniem niunia od
książek DAISY.
Zarejestrowałam się na 3 warsztaty i tutaj jestem trochę rozczarowana. Myślałam, że coś zobaczę, jakieś nowe metody a tym czasem było to jedynie takie gadanie, blablanie i wymiana doświadczeń. No może na warsztatach dotyczących nauczania nut osoby niewidome trochę się popsztykałam z prowadzącym je śpiewakiem, który te warsztaty prowadził. On następnego dnia miał śpiewać na koncercie. Zapytałam go, czy będzie śpiewał z pamięci czy z brajlowskich nut. Jak powinnam była się domyślić, śpiewak powiedział mi, że będzie śiewał z nut. Zapytałam go, czy się tego nie wstydzi, czy nie jest to dla niego wyróżnienie negatywne, powiedziałam, co ja o tym myślę i jak postępuję w chórze, że wolę się wyróżniać śpiewając z pamięci niż czytając nuty brajlem. On mi na to, że ma na ten temat inne zdanie, że nie ma czego się wstydzić, że skoro inni soliści śpiewają z nut, to niby czemu on ma tego nie robić.
Z trzecich warsztatów dotyczących konstruowania stanowisk pracy niewiele zrozumiałam, bo prowadził je taki Hindus, który mówił dużo, szybko i mało zrozumiale. Zrozumiałam z tego tylko tyle, że fundacja w której on pracuje przeprowadza badania rynku a potem szkoli klientów. Szkolenia komputerowe są długie i dokładne, np pokazuje się kursantom, jak naprawdę wygląda ekran komputera i że ostatnio są próby zatrudnienia niewidomych w piekarniach. Upewniłam się, czy dobrze go rozumiem. - W piekarniach? Tam, gdzie piecze się chleb?
Jak już pisałam - całej konferencji nie dało się ogarnąć, gdyż prezentacje i
warsztaty odbywały się w pięciu salach jednocześnie, więc chodziłam na to,
co interesowało mnie. Gdyby tak jeszcze oprócz mnie wysłać z Polski paru
nauczycieli i specjalistów z różnych uczelni, to dopiero byłby pełny obraz
tej konferencji.
Rozkład zajęć był taki:
Godzina zajęć, przerwa kawowa, półtorej godziny, przerwa na obiad, w trakcie
której można było też oglądać wystawę, znów półtorej godziny prezentacji,
przerwa kawowa i ostatnie półtorej godziny.
Ludzie wystawiali się z przeróżnymi rzeczami od tabliczek, dłutek, suwaków
do nauki brajla dla dzieci, rysownic i innych sprzętów znanych nam z nauki
geometrii poprzez książeczki dotykowe, inne książki z obrazkami, mapy,
atlasy aż do różnego rodzaju maszyn brajlowskich, notatników, drukarek i
linijek brajlowskich. Był nawet jeden fajny monitor przedstawiający cały
pulpit, ale błagam, nie pytajcie mnie, ile on miał pikseli czy czego tam, bo
już jeden kolega takie pytanie mi zadał a ja nie wiedziałam. Mogę tylko
powiedzieć, że ten monitor prezentował niejaki Gerhard Veber - notabene mój
były nauczyciel ze szkoły w Overbrook w 1989 roku, który wtedy uczył mnie
obsługi komputera a obecnie na uniwersytecie w Dreźnie m in przygotowuje
materiały dla niewidomych studentów.
Jakiś Hindus miał takie małe
liczydełka, białe laski cienkie jak patyczki bez rączki i metalowe ramki do
podpisywania się. Ktoś miał też takie dość niezwykłe breloczki do kluczy.
Kupiłam taki jeden jako ciekawostkę, bo miał na sobie z jednej strony
brajlowski sześciopunkt, na pozostałych ściankach tej kostki były jakieś
inne kombinacje brajlowskich punktów a dopiero teraz odkryłam, że to działa
trochę jak kostka Rubika. Składa się z trzech płaszczyzn, które niezależnie
obracają się wokół osi i w ten sposób można ułożyć każdy znak pisma
punktowego, bo to wygląda tak, że jest sześciopunkt na każdej z tych
czterech ścian kostki i w niektórych miejscach są kropki a w niektórych
dziurki i w ten sposób można pokazać daną literę.
Przepraszam, piszÄ™ trochÄ™ haotycznie, ale inaczej teraz nie potrafiÄ™.
Można było wysłać widokówkę z wypukłą grafiką. Stała tam maszyna i leżały
kartki, można było napisać tekst w brajlu i włożyć go do środka takiej
kartki a całość bibliotekarka wkładała do koperty i wysyłała na podany przez
nas adres.
Był jeszcze taki jeden facet, który starał się przedstawić pismo brajla nie
koniecznie za pomocą standardowych kropek. Były więc to albo kropki
większych rozmiarów albo jakieś takie kółka, kwadraty, różne klocki, nawet
miał na ścianie takie coś z sześciopunktami zrobionymi z żaróweczek. Gdy się
dotknęło żaróweczki palcem, wówczas się zapalała i w ten sposób można było
pokazywać widzącym litery. Wzięłyśmy nawet zrobiony przez niego alfabet
brajla nie za pomocą standardowych kropek, ale chyba wypukłych kwadracików.
Ktoś pytał mnie, czy można było poradzić sobie bez przewodnika.
Fakt, organizatorzy sobie zastrzegli, że osoby towarzyszące nie mogą
uczestniczyć w zajęciach na salach a jedynie oglądać wystawę i mają
zapewniony obiad każdego dnia, ale osoba, która była ze mną w końcu dostała
taki sam identyfikator jak ja i wszystkie materiały jak ja z wyjątkiem
programu w brajlu i na sali nikt jej nie sprawdzał, czy jest uczestnikiem,
czy osobą towarzyszącą. Sporo niewidomych było samych, kilka osób z psami
przewodnikami. Musiałabym koleżankę zapytać, ale słyszałam, że tam krążyli z
laskami i czasem czegoś szukali. Moja przewodniczka czasem jak ktoś się spóźnił, to
podchodziła i wskazywała takiej osobie krzesło, raz otworzyła okno, bo chyba
wszyscy byli niewidomi i nikt tego nie zauważył czy nie wiedział, gdzie jest
okno - no nie wiem - a może nie czuł takiej potrzeby.
Chyba kręciły się w holu jakieś osoby, które pomagały, nalewały kawę,
herbatę, przed wejściem do uniwersytetu gdzie była konferencja wisiał
wypukły plan tego budynku, wiadomo napisy po niemiecku.
Podłoga dobrze oznakowana jak u nas w metrze czy na dw Centralnym, kulki
przy schodach i jakieś linie prowadzące, tylko trzeba było wiedzieć, gdzie
prowadzą i chyba jeszcze kulki przy niektórych drzwiach i opisane toalety oraz końce poręczy przy schodach na każdym piętrze -
wiadomo, po niemiecku. Jakoś sobie ci niewidomi chyba radzili. Aż mi było
głupio, że ja jestem z osobą towarzyszącą.
Ten uniwersytet niby był bez barier, ale cały czas zachodzę w głowę, jak
radzą sobie osoby na wózkach, gdyż pomiędzy salami np Hs8 do Hs11 a częścią
gdzie były takie mniejsze sale trzeba było pokonać kilka par straszliwie
ciężkich drzwi.
W większości uczestnicy spali w trzech hotelach, do których codziennie
przychodził ktoś z organizatorów i przyprowadzał na uniwersytet i
odprowadzał, ale np na koncert i kolację drugiego dnia oraz po tej kolacji -
tu muszÄ™ dodać, że późno w nocy - nie byÅ‚o tego “pick-up serwisu” ale z tego
co wiem, nikt wtedy nie został sam. Wszyscy się jakoś podobierali. Nie wiem.
Nie integrowałyśmy się za bardzo z otoczeniem, no chyba że ktoś sam do nas
zagadał.
Na kolacji w restauracji na każdym stoliku było menu w brajlu chyba
specjalnie przygotowane na tę okazję, bo to były po prostu takie dwie zwykłe
kartki wydrukowane na drukarce i zszyte zszywką - wzięłam sobie takie jedno
na pamiątkę - no i część osób była zdziwiona, że niby taka słynna
restauracja a musieliśmy obsługiwać się sami.
Z tych osób które poznałyśmy większość stanowili nauczyciele lub
bibliotekarze, ale żaden z tych bibliotekarzy nie wypożyczał czytelnikom
książek tylko pracował - jak to się wyrażali - przy produkcji książek w
brajlu. Po prostu w większości przypadków wydawnictwo przygotowujące książki
dla niewidomych jest częścią biblioteki.
W naszym hotelu w którym spałyśmy pierwszego dnia doszło do zgrzytu.
Kiedy już jadłyśmy śniadanie, na stołówkę weszło trzech niewidomych panów.
Byli sami. Błąkali się po jadalni, macali po stołach a te Niemki kucharki
tylko się na nich gapiły. Moja przewodniczka w końcu nie wytrzymała, wstała
i im pomogła a nie było to proste, bo były tylko małe talerzyki i ona
biegała w tę i we wtę i im nosiła wszystko po kolei. Na szczęście drugiego
dnia już się z jakimiś ludźmi zapoznali i więcej nie widziałyśmy ich samych
a potem to już i te wredne niemry poczuły się w obowiązku.
Generalnie Niemcy to taki wredny naród. Kobieta będzie się siłować w pociągu
z ciężką torbą - żaden nie pomoże i jak widać w jadalni tak samo. Nie wiem,
jak ci niewidomi Niemcy radzą sobie w życiu. Pewnie tak, że jeśli potrzebują
pomocy, to załatwiają ją sobie z wyprzedzeniem.
Widziałam jedno skrzyżowanie z sygnalizacją dźwiękową. Przez wszystkie dni
zastanawiałam się, po co właściwie jest ta sygnalizacja, skoro bez względu
na to, czy światło jest czerwone czy zielone, stuka tak samo. Myślałam
sobie - może ta sygnalizacja jest tylko po to, żeby niewidomy wiedział,
gdzie jest w ogóle przejście dla pieszych.
Dopiero ostatniego dnia zobaczyłyśmy, gdzie jest przycisk do naciskania a
był on w takim miejscu, że nie spodziewałybyśmy się - na spodzie tego
takiego pudełka przyczepionego do słupka. Wtedy na zielonym świetle do
stukania dołączało się piszczenie.
Pasów ostrzegawczych nie zauważyłam, podjazdy dla wózków nie wszędzie. Z
resztą my poruszałyśmy się w obrębie starówki. Jak było w innych częściach
miasta - tego nie wiemy.
Widziałyśmy dworzec w Berlinie i w Lipsku. Nie zauważyłam tam żadnych
wyraźnych oznaczeń na krawędziach peronów czy linii prowadzących, ale za to
pociągi stają tam bliżej peronów niż np w Warszawie czy Krakowie i na każdym
peronie jest jeden tor a nie jak u nas dwa. Na dworcach czysto i duże
tablice informacyjne dobrze widoczne, w pociągu gdy dojeżdżał do jakiejś
dużej przesiadkowej stacji konduktor mówił, na jaki peron wjeżdżamy i w
jakich kierunkach odejdą najbliższe pociągi z którego peronu.
W tamtą stronę nie byłam przygotowana na słuchanie takich informacji, ale
potem wysłałam szybkiego smsa do Polski do koleżanki znającej niemiecki i
zapytałam ją, jak jest po niemiecku peron. Z powrotem mimo że nie znam
niemieckiego już umiałam usłyszeć, że jeśli facet podaje zbiegi słów:
miasto, peron, liczba, to już wiedziałam, o co chodzi.
Siedząc na tej konferencji rozumiałam co któreś słowo, ale przynajmniej nie
było nigdy tak, żebym całkiem nie wiedziała, o czym tam oni mówią. Z resztą
umówmy się - kilkanaście osób było aktywnych a podobno wszystkich
uczestników było ok 400. Przyjechali ze wszystkich kontynentów chyba tylko z
wyjątkiem Antarktydy. *smile* Z Polski to byłyśmy tylko my dwie i ludzie z
tej jednej firmy.
Jeszcze fajne było to, że gdy pierwszego dnia były czytane różne powitania
np od kanclerz Merkel czy innych takich, to nie było to takie pompatyczne i
poważne, na dodatek chyba wszyscy czytający te listy czytali je w brajlu a
na koniec każdy czytający dostawał czekoladkę i była z tego kupa śmiechu.
A moja przewodniczka?
Hm… Gdy siÄ™ okazaÅ‚o, że jednak bÄ™dzie wchodzić ze mnÄ… na wszystkie prezentacje, bo w koÅ„cu jak miaÅ‚a identyfikator, to nikt jej nie sprawdzaÅ‚, czy jest uczestnikiem czy tylko przewodnikiem uczestnika, pojawiÅ‚ siÄ™ kolejny problem - musiaÅ‚am jÄ… chociaż od czasu do czasu informować, o czym mówiÄ… na sali. Przewodniczka nie znaÅ‚a żadnego jÄ™zyka a na dodatek… hm… żyÅ‚a trochÄ™ w swoim Å›wiecie. Codziennie po 10000 razy musiaÅ‚am powtarzać jej, co robimy i w jakiej kolejnoÅ›ci, w drodze na uniwersytet i do hotelu ciÄ…gle wchodziÅ‚a do wszystkich sklepów po kolei tylko po to, żeby jÄ™czeć, jakie wszystko drogie. Pierwszego dnia recepcjonista w hotelu siÄ™ z nas Å›miaÅ‚, gdy mu tÅ‚umaczyÅ‚am, że ja nie widzÄ™ a ona nie mówi po angielsku. Åšmiesznie bywaÅ‚o, gdy ktoÅ› zwracaÅ‚ siÄ™ do niej jako do widzÄ…cej w tej parze a ona mówiÅ‚a do mnie - Danusia, ktoÅ› coÅ› do nas mówi.
Zaskoczyły mnie jeszcze dwie rzeczy.
Koncert w koÅ›ciele Å›w Tomasza, którego formua byÅ‚a dość dziwna - zaczynaÅ‚ siÄ™ od tego, że dzwoniÅ‚ dzwonek jak na mszy i wszyscy wstawali, w trakcie koncertu jakaÅ› kobieta coÅ› dÅ‚ugo mówiÅ‚a i koÅ„czyÅ‚a to sÅ‚owem “amen” i wreszcie na koniec koncertu wszyscy wstali i odmówili chyba Ojcze nasz. KrzesÅ‚a w koÅ›ciele byÅ‚y skÅ‚adane jak w teatrze a na klÄ™czniku przed każdym krzesÅ‚em leżaÅ‚a pusta koperta.
Druga rzecz, to było zwiedzanie miasta.
Na obiady i na to zwiedzanie każdy dostał bilety napisane zwykłym drukiem i brajlem. Przy obiadach gdy wchodziłyśmy na stołówkę, karteczki nam odbierano, natomiast przy tym zwiedzaniu nikt tego nie sprawdzał.
Na piesze zwiedzanie zgłosiło się może 6 osób a przyszło dwoje przewodników, bo spodziewali się 50 osób. Na dodatek jeden z tych przewodników, gdy dowiedział się, że jesteśmy z Polski, zaczął mówić do nas łamaną polszczyzną. Tak też chciał do nas mówić cały czas, ale pozostała część tej niewielkiej grupki się wkurzyła, więc rozdzieliliśmy się. Jego koleżanka poszła zwiedzać z pozostałymi osobami a my chodziliśmy sobie w trójkę. Taki ekskluzywny spacerek. Moja towarzyszka przeszczęśliwa, że ktoś do niej mówi po polsku, ja też, bo nie musiałam wreszcie tłumaczyć. Starłam kurze ze wszystkich możliwych ornamentów na bramach i murach tego miasta.
Lipsk jest piękny i czuje się ten klimat starego miasta - grajkowie z akordeonami, targowisko, ogródki z piwem i takie tam. Moja przewodniczka porównała to miasto do Krakowa.
Kiedy już wracałam do domu z ciężkim plecakiem i bolącą nogą, która dokucza mi do tej pory, to płakałam ze szczęścia, że to już koniec, bo był to męczący wyjazd. Na szczęście oprócz tego, że był męczący, również był ciekawy.