O wyższości drewnianego domku nad namiotem z ręcznika, albo na odwrót
To będzie mniej więcej podobny wywód do tego o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia.
Kiedy pojawiła się u mnie pierwsza świnka, początkowo jej skrzynkę, bo nawet nie była to klatka, wyściełałam papierem. Leżały tego papieru ze dwie warstwy.
Po jakimś czasie zauważyłam, że mój maleńki prosiak chowa się pod ten papier. Wtedy uświadomiłam sobie, że ten domek ośrodkowej świnki Kuleczki, to nie był jakiś wymysł siostry M. Uznałam, że coś musi być na rzeczy.
Od tego czasu i jeden i drugi prosiak miały w klatce jakiś domek.
Ostatnio u jednej osoby podpatrzyłam, że zamiast domku w klatce jej świniak ma po prostu położony na górze ręcznik, tzn zakrywa on jakieś pół klatki albo coś koło tego. Uznałam, że to fajny pomysł, bo dzięki temu prosiak ma więcej miejsca, nie obgryza tego i nie obsikuje.
Poprzedni właściciel mojej Miśki również kładł ręcznik na klatce. Postanowiłam tak zrobić i ja.
Jednak hm… jak by tu powiedzieć… to rozwiÄ…zanie ma jednÄ… zasadniczÄ… wadÄ™.
Kiedy w klatce jest domek, to ja mam zasadę - domek, to jest terytorium świnki, do którego moja dłoń nie ma prawa wstępu. Oczywiście często to prawo łamałam
ale miałam to poczucie, że je łamię. Mój pierwszy prosiak najpierw wykonywał nagłe ruchy a jeśli ja nadal łamałam to prawo, pokazywał mi swoje dwa zęby i to pomagało. Mój drugi prosiak tylko gruchał i tak do końca nie wiem, czy się złościł, czy się cieszył.
Kiedy na klatce leży tylko ręcznik, ja jako pani i władca prosiaka
mam do niego nieograniczony dostęp. Nie utrudniają mi go jakieś drewniane czy plastikowe ścianki i otwór. Po prostu cała przestrzeń jest moja. Uznałam, że to nie fair i dzisiaj kupiłam mojej futrzastej istocie domek. Na początku nie wiedziała o co chodzi. Po chwili się jednak do niego schowała a ja miałam kolejny problem - czy ona teraz całkiem się ode mnie odizoluje? Czy to jest koniec naszej że tak powiem integracji?
Teraz świnia z pewnością przebywa poza domkiem. Chodzi sobie po klatce, pije wodę, cośtam chrupie, bo wie, że ja siedzę na drugim końcu pokoju i zajmuję się jakimś innym zwierzakiem, którym jest rzecz jasna komputer
ale gdybym tam teraz podeszła, natychmiast pobiegłaby tam, gdzie moja ręka jej nie dosięgnie. Pod ręcznikiem była jak na patelni. Niby schowana, jednak nie schowana.
Ot i mam dylemat.