Mój punkt widzenia, albo Co mi wierci dziurę w głowie

KiedyÅ› sÄ…siad po opowiedzeniu przeze mnie czegoÅ›, co mi siÄ™ zdarzyÅ‚o danego dnia zaczÄ…Å‚ mnie namawiać na pisanie bloga zatytuowanego “Mój punkt widzenia”. Nie mogÅ‚am siÄ™ jakoÅ› za to zabrać aż do momentu, kiedy to taka możliwość zostaÅ‚a mi że tak powiem podana na tacy. PoczÄ…tkowo można byÅ‚o napisać wpis zawierajÄ…cy 140 znaków. To siÄ™ jednak zmieniÅ‚o. BÄ™dÄ™ tu wyrzucać z siebie moje emocje. BÄ™dÄ™ pisać o tym, co mnie cieszy, co mnie Å›mieszy, co mnie wkur…denerwuje, co mnie dziwi, czego siÄ™ bojÄ™. Jednym sÅ‚owem bÄ™dÄ™ tu wyrzucać z siebie to, co siedzi mi w gÅ‚owie. Klawiatura wszystko wytrzyma. Czytelnicy… trudno powiedzieć. Na szczęście lektura mojego bloga nie jest obowiÄ…zkowa.

O wyższości drewnianego domku nad namiotem z ręcznika, albo na odwrót

Zaszufladkowany do: Z perspektywy czterech zmysłów — danuaria at 11:34 pm on Czwartek, WrzesieÅ„ 2, 2010

To będzie mniej więcej podobny wywód do tego o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia.
Kiedy pojawiła się u mnie pierwsza świnka, początkowo jej skrzynkę, bo nawet nie była to klatka, wyściełałam papierem. Leżały tego papieru ze dwie warstwy.
Po jakimś czasie zauważyłam, że mój maleńki prosiak chowa się pod ten papier. Wtedy uświadomiłam sobie, że ten domek ośrodkowej świnki Kuleczki, to nie był jakiś wymysł siostry M. Uznałam, że coś musi być na rzeczy.
Od tego czasu i jeden i drugi prosiak miały w klatce jakiś domek.
Ostatnio u jednej osoby podpatrzyłam, że zamiast domku w klatce jej świniak ma po prostu położony na górze ręcznik, tzn zakrywa on jakieś pół klatki albo coś koło tego. Uznałam, że to fajny pomysł, bo dzięki temu prosiak ma więcej miejsca, nie obgryza tego i nie obsikuje.
Poprzedni właściciel mojej Miśki również kładł ręcznik na klatce. Postanowiłam tak zrobić i ja.
Jednak hm… jak by tu powiedzieć… to rozwiÄ…zanie ma jednÄ… zasadniczÄ… wadÄ™.
Kiedy w klatce jest domek, to ja mam zasadę - domek, to jest terytorium świnki, do którego moja dłoń nie ma prawa wstępu. Oczywiście często to prawo łamałam :) ale miałam to poczucie, że je łamię. Mój pierwszy prosiak najpierw wykonywał nagłe ruchy a jeśli ja nadal łamałam to prawo, pokazywał mi swoje dwa zęby i to pomagało. Mój drugi prosiak tylko gruchał i tak do końca nie wiem, czy się złościł, czy się cieszył.
Kiedy na klatce leży tylko ręcznik, ja jako pani i władca prosiaka :) mam do niego nieograniczony dostęp. Nie utrudniają mi go jakieś drewniane czy plastikowe ścianki i otwór. Po prostu cała przestrzeń jest moja. Uznałam, że to nie fair i dzisiaj kupiłam mojej futrzastej istocie domek. Na początku nie wiedziała o co chodzi. Po chwili się jednak do niego schowała a ja miałam kolejny problem - czy ona teraz całkiem się ode mnie odizoluje? Czy to jest koniec naszej że tak powiem integracji?
Teraz świnia z pewnością przebywa poza domkiem. Chodzi sobie po klatce, pije wodę, cośtam chrupie, bo wie, że ja siedzę na drugim końcu pokoju i zajmuję się jakimś innym zwierzakiem, którym jest rzecz jasna komputer :) ale gdybym tam teraz podeszła, natychmiast pobiegłaby tam, gdzie moja ręka jej nie dosięgnie. Pod ręcznikiem była jak na patelni. Niby schowana, jednak nie schowana.
Ot i mam dylemat.

Moja patologiczna sąsiadka znów szalała

Zaszufladkowany do: Ludzie — danuaria at 11:13 pm on Czwartek, WrzesieÅ„ 2, 2010

Właśnie siedziałam sobie na podłodze koło klatki i byłam na kolejnym etapie oswajania mojej puchatej gwiazdeczki. Miałam przed sobą miskę z pokrojonym ogórkiem i porwanym listkiem kalarepki, Miśka po swojemu wspinała się do mojej ręki, zabierała zdobycz i uciekała. W pewnym momencie z mieszkania patologicznej sąsiadki dały się słyszeć hałasy: stukania, jakieś krzyki. Miśka uciekła w kąt i nie chciała już więcej do mnie przyjść.
A żeby tę sąsiadkę PIIIIIIIIIP!!!

“Co to jest wersja elektroniczna?”, czyli “rÄ™ce mi odpadÅ‚y od tego opadania”

Zaszufladkowany do: Przeczytane, zasÅ‚yszane — danuaria at 10:02 pm on Åšroda, WrzesieÅ„ 1, 2010

Tej rozmowie postanowiÅ‚am poÅ›wiÄ™cić oddzielny wpis. OczywiÅ›cie żadnych imion, żadnych nazwisk, żadnych danych, jedynie opis… i tu nie wiem, czy szczególnego przypadku, czy może jednak zjawiska.
Oto jedna z moich dzisiejszych rozmówczyÅ„ ma przed sobÄ… wykaz podrÄ™czników, jakich potrzebuje jej dziecko. Rzecz jasna nie ma żadnego z nich. Rozmówczyni pyta mnie - co mam robić? - wiÄ™c jej opowiadam o oÅ›rodku przy jednej z uczelni, adaptujÄ…cym podrÄ™czniki. RecytujÄ™ to, co usÅ‚yszaÅ‚am gdzieÅ› kiedyÅ› od kogoÅ›…
- dyrektorzy szkół otrzymali informacjÄ™ z ministerstwa, wiÄ™c oni wiedzÄ…, gdzie należy siÄ™ zwrócić. Ja nie wiem. To dyrektor szkoÅ‚y musi zwrócić siÄ™ z proÅ›bÄ… o adaptacjÄ™ potrzebnych podrÄ™czników. Wówczas otrzyma Pani wersjÄ™ elektronicznÄ… książki…
W tym momencie zapada głucha cisza, która aż krzyczy - nie rozumiem, co Pani do mnie mówi! - Zgadłam. Po chwili to usłyszałam wypowiedziane na głos.
- Ale co to jest ta… wersja elektroniczna?
Więc tłumaczę, że to plik, który będzie można wydrukować, jeśli jest drukarka brajlowska ewentualnie dziecko będzie mogło czytać samodzielnie z komputera.
- Czyli wyjdzie na jedno, jeśli ja kupię zwykłe podręczniki i będę czytać na głos?
Teraz to ja się zdziwiłam. Myślałam, że wszyscy niewidomi uczniowie potrafią obsługiwać komputer. W końcu - może to niesprawiedliwe - ale czterozmysłowiec bez wzroku żeby przeżyć i być w tym życiu niezależnym od otoczenia w sprawach najprostrzych, musi - po prostu musi umieć obsługiwać komputer.
- Czy dziecko posługuje się komputerem?
- Yyy… Niebardzo.
- Czy miało informatykę w szkole?
- No… tak.
- I co tam robiło?
- No… byÅ‚y tylko gry.
W tym momencie ręce mi opadły i zabrakło mi pomysłu, co z tym dalej zrobić. Skąd inąd wiem, że to uczennica szkoły że tak powiem masowej. Zastanowiłam się też, ile jest osób w podobnej sytuacji i ile podobnych rozmów czeka jutro mnie lub kogoś innego.

PodrÄ™czniki, podrÄ™czniki, podrÄ™czniki…

Zaszufladkowany do: Moje poglÄ…dy na sprawy różne — danuaria at 9:41 pm on Åšroda, WrzesieÅ„ 1, 2010

Mamy 1 wrzeÅ›nia, wiÄ™c życie samo nasuwa temat do refleksji tym bardziej, że już kolejny tydzieÅ„ mam dyżur w bibliotece brajlowskiej. MówiÄ™ “kolejny tydzieÅ„”, bo już sama nie wiem, drugi to czy trzeci, na szczęście ostatni. Ten dyżur to tak trochÄ™ na odlegÅ‚ość, gdyż siedzÄ™ w swoim pokoju i robiÄ™ swoje, ale mam sÅ‚uchawkÄ™ od telefonu z sekcji brajla. Niech żyjÄ… telefony bezprzewodowe! BÅ‚eeeee…
No wiÄ™c mam ten dyżur a dzisiaj wszystkie telefony dotyczyÅ‚y jednego tylko tematu: podrÄ™czniki, podrÄ™czniki, podrÄ™czniki…
Czerwienię się ze wstydu i mam ochotę schować się pod podłogę, gdy muszę powiedzieć kolejnej rozczarowanej matce niewidomego ucznia, że nie ma podręcznika, którego wymaga nauczyciel w szkole. Najnowsze podręczniki, jakie można wypożyczyć są sprzed kilku lat i nie ma tak, że do jednego przedmiotu można sobie wybrać jeden z kilku. Powiem więcej - do niektórych przedmiotów nie ma podręczników w ogóle. Nie ma i nie będzie.
Nie jestem najlepiej zorientowana w temacie, ale kilka lat temu miałam świadomość, że np uczeń klasy III gimnazjum miał do dyspozycji w brajlu wyłącznie książki do języka polskiego i matematyki, rzecz jasna pod warunkiem, że akurat z tych książek korzystał nauczyciel.
Obecnie istnieje w Polsce ośrodek adaptujący podręczniki, ale moja wiedza na ten temat jest mglista i tu też mam ochotę schować się nie tylko pod podłogę.

Problem z podręcznikami mniejszy lub większy był zawsze. W szkole podstawowej nie był tak bardzo odczuwalny, gdyż nauczyciele jeśli nie było podręcznika, umieli się do tej sytuacji dostosować. Pamiętam, że od klasy czwartej wzwyż lekcje matematyki, geografii, biologii, chemii (z wyjątkiem lekcji, które prowadziła w zastępstwie inna nauczycielka) od pewnego momentu nawet historii odbywały się bez użycia podręczników. Na fizykę książki przynosiliśmy tylko wtedy, kiedy nauczycielka chciała nam pokazać coś na umieszczonym tam rysunku. Cała reszta, to było gadanie z głowy, w przypadku chemii i fizyki doświadczenia, dyktowanie notatek i zadań domowych.
Później z tymi podręcznikami było różnie. Jedne były, innych nie było a im wyżej, tym było gorzej.
Obecnie uczniowie, którzy nie widzą nie mają się z czego samodzielnie uczyć, no może z małymi wyjątkami i jeśli akurat trafią na nauczyciela, który korzysta akurat z tego podręcznika, który można wypożyczyć. Tym czasem przy ogólnej tendencji kierowania dzieci niewidomych do ogólnodostępnych szkół problem narasta.
Jak taki uczeń ma pokazać swoim równieśnikom i nauczycielom, że jest taki sam, skoro już na starcie eliminuje go brak podręczników, które posiadają jego koledzy? Wówczas taki uczeń staje się obciążeniem dla rodziców i innych uczniów w klasie. Przez całą swoją edukację od podstawówki aż do magistra musi ciągle zdobywać, dopraszać się, skanować po nocach potrzebne pozycje tylko po to, by na koniec trafić do czterech ścian bez pracy, bo przecież na kasjerkę do marketu lub na budowę się nie nadaje, ewentualnie przez resztę życia wykonywać jakąś bezsensowną zdalną pracę, uczestniczyć w terapii zajęciowej lub w różnych krótkotrwałych projektach, które przynoszą korzyść wyłącznie różnego autoramentu instruktorom.

Podręczniki pisane brajlem są ciężkie i obszerne. Wielkość liter powoduje, że urastają do kilku grubych tomów.
Generalnie niewidomy uczeÅ„ nosi do szkoÅ‚y znacznie wiÄ™ksze ciężary. Gdy przeciÄ™tny uczeÅ„ nosi w plecaku dÅ‚ugopis kupiony za marne grosze w kiosku, który może wymienić na inny, gdy siÄ™ wypisze, niewidomy uczeÅ„ nosi ciężkÄ… maszynÄ™ do pisania brajlem za kilka tysiÄ™cy zÅ‚otych, która gdy siÄ™ zepsuje, nie można jej wymienić w kiosku na innÄ…. Zamiast maszyny może nosić jakiÅ› notatnik za jeszcze grubsze tysiÄ…ce, który gdy siÄ™ zawiesi… lepiej nie myÅ›leć. Pewnie wówczas taki uczeÅ„ traci notatki może i z caÅ‚ego dnia, miesiÄ…ca, może nawet roku, a może przesadzam. I wszystko to na nic.
Na dodatek okazuje się, że nawet w ośrodku, gdzie uczą się dzieci niewidome, brakuje dla nich podręczników. Czy to celowe działanie? Czy celowo utrudnia się osobom bez jednego zmysłu dostęp do wykształcenia?

Takie refleksje mnie naszły po dzisiejszym dniu, który był chyba jednym z najgorszych w tym roku.

Jeśli masz problem z opublikowaniem komentarza, przeczytaj ten wpis

Zaszufladkowany do: Do Czytelników — danuaria at 6:54 pm on Åšroda, WrzesieÅ„ 1, 2010

To jest komunikat dla Czytelników nie korzystających z programu Klango.

Ostatnio dotarły do mnie sygnały, że są problemy z dodawaniem komentarzy. Pojawia się wówczas komunikat w języku angielskim mówiący mniej więcej tyle, że komentarz jest podejrzany.
Nie zacytuję dosłownie rady jednej z Czytelniczek, gdyż nie zapytałam o zgodę. Powiem własnymi słowami.
Sprawdźcie ustawienia tzw adblocka. Należy odblokować w nim tę stronę.
Bijcie zabijcie, nie rozumiem tego co napisałam powyżej, ale mam nadzieję, że Wy zrozumiecie. *smile* Ewentualnie odblokujcie cokolwiek co macie zablokowane.

Droczenie siÄ™ z GórÄ… Futra, albo “chcesz saÅ‚aty, to se weź”

Zaszufladkowany do: A co tam u mnie i u prosiaka, Z perspektywy czterech zmysłów — danuaria at 9:14 pm on Wtorek, SierpieÅ„ 31, 2010

Gdy przyszłam do domu, postanowiłam się cokolwiek podroczyć z Górą Futra.
Zwykle robię tak, że gdy daję prosiakowi coś do jedzenia, po prostu podchodzę, kładę to do klatki, czekam aż podejdzie. Gdy prosiak podchodzi i zaczyna jeść, ja go głaszczę a on grucha.
Jednak z “dzikÄ… Å›winiÄ…” jeszcze nie można sobie pozwolić na takie rzeczy. WymyÅ›liÅ‚am wiÄ™c parÄ™ dni temu zabawÄ™, z której ja mam ubaw a Å›winia… no nie wiem…
Tym razem posłużyłam się trzema małymi listkami sałaty.
Usiadłam na podłodze obok klatki i rękę z liściem położyłam na drzwiczkach. Wiedziałam już, jaka będzie reakcja. Moja gwiazda podeszła, wyrwała mi liść z ręki i uciekła gdzieś w kąt, by go w spokoju skonsumować, ja zaś postanowiłam poczekać na dalszy bieg wypadków.
Drugi liść wzięłam do prawej ręki, tej dalej od klatki i czekałam. Góra futra rzecz jasna podeszła i próbowała sięgnąć do oddalonego od niej przysmaku. Zaczęłam oddalać prawą rękę, żeby sprowokować ją do stanięcia wszystkimi łapkami na drzwiczkach. Wtedy świnucha stanęła przednimi łapkami na mojej lewej dłoni i zaczęła mnie gryźć. Spytałam ją, czy oszalała i pprzybliżyłam liść w kierunku jej pyszczka. Ona go chwyciła i wtedy zaczęłyśmy go sobie wyrywać. Udało się jej urwać kawałek i zwiać ze zdobyczą wgłąb klatki.
Myślę sobie - no dobra. Chcesz tak? Będę Ci rwała liść a Ty będziesz zdobywać każdy jego kawałek.
Tak więc Góra futra za każdym razem przychodziła do mnie stając łapkami na mojej ręce, ale nigdy cała nie wyszła z klatki po upatrzoną zdobycz.
Zastanawiam się, czy tyłek ma za duży, czy może się boi.
W każdym razie po kilku ugryzieniach mnie i próbach wspięcia się na moją rękę zjadła wszystko co dla niej miałam.
PS. Byłam z nią rano u weterynarza. Ma założoną kartę, jest zdrowa, badanie zniosła z godnością jak na prawdziwą damę przystało. Moje poprzednie prosiaki, to były beksy. Ten pierwszy płakał najbardziej, drugi tylko jęczał tak na wszelki wypadek.
PS2. Miśka, to prawdziwa góra futra. Gdy ją głaszczę, początkowo mam wątpliwości, gdzie ma głowę a gdzie tyłek. W ogóle wielka z niej dama. Kiedy coś gryzie lub doi poidło, to robi to delikatnie, z godnością, takie ą ę a nie jak poprzednie prosiaki, które przy jedzeniu i piciu robiły dużo hałasu.
Wzięcie jej na ręce graniczy z cudem, ale i na to przyjdzie czas.

Kompletny obciach

Zaszufladkowany do: A co tam u mnie i u prosiaka — danuaria at 4:30 pm on Wtorek, SierpieÅ„ 31, 2010

Hm… Jak by tu powiedzieć… SiedzÄ™ w pracy na dyżurze w dziale brajlowskim… tylko pożytek z tego żaden… a ofiarÄ… tego obciachu padÅ‚ jeden Klangowicz.
Otóż… hm…. to staÅ‚o siÄ™ wÅ‚aÅ›nie przed chwilÄ……
Nic wiÄ™cej nie mogÄ™ powiedzieć… bo nie wiadomo… kto to przeczyta… i… co by z tego wynikÅ‚o… w każdym razie… pÅ‚onÄ™ ze wstydu… i jestem zÅ‚a… i… nic już wiÄ™cej nie powiem.

Co ja bym zrobiła bez Trójki

Zaszufladkowany do: Przeczytane, zasÅ‚yszane — danuaria at 9:19 pm on PoniedziaÅ‚ek, SierpieÅ„ 30, 2010

Dziś rano redaktor prowadzący miał problem:
Pozostały ostatnie 2 dni wakacji. Co zrobić z tymi dniami?
Jakiś słuchacz poradził - zasuszyć i będą na przyszłość.
To ja jakieś propozycje poproszę na ten jutrzejszy dzień, co z nim zrobić.

Sen proroczy czy co?

Zaszufladkowany do: O tym, co mi siÄ™ Å›ni, W pewnym chórze koÅ›cielnym... — danuaria at 10:30 pm on Sobota, SierpieÅ„ 28, 2010

Śniła mi się dzisiaj próba chóru, tylko że ta próba była nietypowa. Siedzieliśmy na dworze w jakimś ogrodzie, ale to było gdzieś blisko katedry. Siedzieliśmy a szanowny D Z siedział koło mnie i w takiej pozycji prowadził próbę. Była też na niej koleżanka z pracy, nawiasem mówiąc osoba, o której jakiś czas temu i to nie raz pisała Skrytkawitka. No więc ona też tam była na tej próbie i od czasu do czasu mu dogadywała podważając jego kompetencje.
Po tej próbie miała się odbyć jakaś uroczystość, chyba beatyfikacja kogoś i jako członkowi takiego chóru nie wypadało nikomu nie iść. Ja jednak postanowiłam się jakoś od tego wykręcić. Uroczystość miała się odbywać na Krakowskim Przedmieściu na jakichś schodach. Pomyślałam sobie - pewnie nie będą jeździć autobusy. Trzeba będzie dojść do Pl Krasińskich i wtedy mi się uda.
Potem siÄ™ obudziÅ‚am a po poÅ‚udniu dostaÅ‚am… maila od kolegi z zarzÄ…du przypominajÄ…cego o tym, że 10 wrzeÅ›nia zaczyna siÄ™ nowy sezon próbÄ… na wieży.

Mam już świnkę!

Zaszufladkowany do: A co tam u mnie i u prosiaka, Z perspektywy czterech zmysłów — danuaria at 1:28 pm on Sobota, SierpieÅ„ 28, 2010

Wstałam wczoraj wcześniej niż zwykle. O siódmej musiałam być już zwarta i gotowa.
Mąż wÅ‚aÅ›cicielki Å›winki pojawiÅ‚ siÄ™ nawet parÄ™ minut przed siódmÄ… i wrÄ™czyÅ‚ mi to… coÅ›. SiedziaÅ‚o toto w… plastikowym wiaderku po karmie i wyglÄ…daÅ‚o jak nieruchoma góra futra. Ma na imiÄ™ MiÅ›ka, samica lat okoÅ‚o dwóch. Å»yÅ‚a z dÅ‚ugowÅ‚osym przystojniakiem i powiÅ‚a mu czworo dzieci. Hm… czworo? Jak siÄ™ ogÅ‚aszali, mówili o piÄ™ciu Å›winkach do oddania… nie o szeÅ›ciu… W każdym razie wszystkie dzieci to samczyki.
WstawiÅ‚am tÄ™ nieszczÄ™snÄ… górÄ™ futra wraz z jej tymczasowym opakowaniem do klatki, gdyż pan wrÄ™czaÅ‚ mi inne rzeczy: klatkÄ™, którÄ… pewnie gdzieÅ› oddam, bo jest mniejsza od mojej, witaminÄ™ C w kropelkach, (widać wÅ‚aÅ›ciciel jakiÅ› internetowo wyedukowany) jak siÄ™ później dowiedziaÅ‚am, skapywaÅ‚ sobie na palec a MiÅ›ka to zlizywaÅ‚a, antybiotyk do oka, bo kiedyÅ› uraziÅ‚a siÄ™ ziarnem od trawy w oko, - i tu pojawiÅ‚a siÄ™ rozbieżność informacji. On twierdziÅ‚, że uraziÅ‚a siÄ™ ziarenkiem, ona, że siÄ™ przeziÄ™biÅ‚a. Oprócz tego byÅ‚ proszek…. na pchÅ‚y!… i jakiÅ› zestaw gryzaków. W życiu czegoÅ› takiego nie widziaÅ‚am. Dwa gryzaki w ksztaÅ‚cie marchewki, jeden w ksztaÅ‚cie chyba pomidora z szypuÅ‚kÄ…, choć bardziej kulisty, jeden w ksztaÅ‚cie gruszki i jeden w ksztaÅ‚cie chyba połówki ogórka. Facet pewnie nie miaÅ‚ nawet pojÄ™cia, czy MiÅ›ka siÄ™ tym bawiÅ‚a. Jeszcze poidÅ‚o i uchwyt zupeÅ‚nie do niego nie pasujÄ…cy oraz Å›miesznÄ… plastikowÄ… miskÄ™. RzuciÅ‚ to wszystko i poszedÅ‚.
UsiadÅ‚am tak nad tÄ… górÄ… przerażonego futra i zaczęłam gÅ‚askać. Góra futra zrobiÅ‚a grrrrr. Potem góra futra zaczęła ruszać Å‚ebkiem. UznaÅ‚am, że już czas, by wyjąć jÄ… z tego czegoÅ›, w czym byÅ‚a. Tylko jak tÄ™ górÄ™ futra zÅ‚apać na rÄ™ce… Dobrze, że toto postawiÅ‚am do klatki.
Góra futra w końcu dała się stamtąd wyciągnąć. Oczywiście ręczniki jednorazowe, którymi było wyścielone to coś kompletnie zasikane. Do śmieci! Po co mi to.
Teraz górę futra trzeba czymś przekupić. Poszłam po gałązkę natki pietruszki. Przyniosłam. Zjadła natychmiast. Zostawiłam wode w poidle, siano, marchewkę, powiedziałam, że teraz sobie trochę sama posiedzi i wyszłam.
W pracy pochwaliłam się kierowniczce, że już góra futra do mnie przybyła i o której. Powiedziała - trzeba było wziąć urlop na żądanie. Lepiej zapamiętałabyś ten dzień.
W miÄ™dzyczasie jadÄ…c autobusem napisaÅ‚am sms do znajomej ze stowarzyszenia i do wÅ‚aÅ›cicielki Å›winki. Ta oddzwoniÅ‚a do mnie. Akurat staÅ‚am na hodniku i zamierzaÅ‚am już iść do pracy a ta mówiÅ‚a, mówiÅ‚a i mówiÅ‚a… co Å›winka lubi jeść, że lubi siÄ™ kÄ…pać i umie pÅ‚ywać, że syn jÄ… czÄ™sto kÄ…paÅ‚, myÅ‚ jakimÅ› żelem Adidasa a potem suszyÅ‚ suszarkÄ……
PowiedziaÅ‚am, że sama suszarki do wÅ‚osów nie używam i w ogóle w życiu Å›winek nie kÄ…paÅ‚am, no chyba że… pod koniec życia musiaÅ‚am parÄ™ razy umyć tyÅ‚ek mojego Chrupa. MówiÅ‚a, że bardzo byÅ‚a zdenerwowana, kiedy Å›winka odjeżdżaÅ‚a, że bardzo wszyscy przeżyli to rozstanie, ale nie majÄ… dla niej czasu i w ogóle.
Powiedziałam, że oczywiście jak syn będzie chciał, to zapraszam, niech zobaczy, gdzie Miśka mieszka. W pracy mi to odradzili. Powiedzieli - daj spokój, jeszcze będzie Ci zarzucał, że tego nie robisz, tamtego nie robisz, po co Ci to?
Kiedy wróciłam po południu, wzięłam kilka plasterków ogórka, usiadłam obok klatki i włożyłam tam rękę.
Miśka owszem przychodziła do mnie, wyciągała mi plasterek z ręki i uciekała.
Później wieczorem wzięłam ją na ręce. Jeszcze nie daje się złapać, ale gdy już się to udaje, na rękach i na kolanach jest bardzo spokojna. Położyłam ją na moim tapczanie. Rozpłaszczyła się i dawała się głaskać.
Co jeszcze mogę powiedzieć?
Jest na razie bardzo cichutka. Taka cisza w klatce przypomina mi ten czas sprzed dwóch, trzech tygodni temu. Boję się takiej ciszy. Miśka na razie nie reaguje na odgłosy szeleszczenia czy zamykania lodówki, rano była bardzo cichutka. Wczoraj wieczorem dorwała się do poidła i do siana. Nie płoszy się, gdy do niej podchodzę, dopiero ewentualnie, gdy chcę ją pogłaskać. Czasem daje się pogłaskać po łebku. Na kolanach zmienia się o 180 stopni. Chyba nie wie, co to znaczy, że klatka jest otwarta. Może na początek to i dobrze. Jak się oswoimy, to spróbuję ją wypuścić na pokój.
Pazurki ma cienkie i choć obcięte, są ostre niemal jak u kota. Na głowie ma taką grzywkę, jak mój Chrup zwany Perełką. Reszta na szczęście do Chrupa całkiem nie podobna. Nawet łepek jest jakiś taki mniejszy i pyszczek jest jakby gdzieindziej.
To chyba na razie tyle.

NastÄ™pna strona »