Na wstępie mam prośbę do znawców tematu. Proszę mi tu nie wyskakiwać z komentarzami, że ludzie widzący nie mają styczności bo nie wiedzą itp. I ja to wiem i Wy to wiecie, ale ja dedykuję ten wpis osobom, które tego nie wiedzą np tej pani z rejestracji albo tamtemu panu doktorowi z gabinetu i tamtej pani doktór, temu lekarzowi spotkanemu kiedyś na ulicy a jeśli nie im, to może komuś jeszcze.
Niby już dawno powinnam się do tego przyzwyczaić, ale nie wiem, może tego dnia miałam gorszy dzień, mniejsza z tym.
Lekarzom i rejestratorkom w przychodniach wydaje siÄ™, że jak ktoÅ› nie widzi, to wyłącznie siedzi w domu, ma opiekÄ™ i posiada “zielonÄ… książeczkÄ™”. Kiedy byÅ‚am półtora tygodnia temu w przychodni, zarówno rejestratorka jak i przyjmujÄ…cy mnie lekarz sprawili, że poczuÅ‚am siÄ™ jak ufo.
Tak siÄ™ zÅ‚ożyÅ‚o, że ostatni raz byÅ‚am w tej przychodni 2 lata temu i musiaÅ‚am wypeÅ‚nić nowÄ… deklaracjÄ™. Najpierw rejestratorka zapytaÅ‚a, czy z kimÅ› mieszkam. Pytanie standardowe. Już siÄ™ przyzwyczaiÅ‚am. OdpowiedziaÅ‚am, że mieszkam sama. SpytaÅ‚a mnie, czy mam “zielonÄ… książeczkÄ™”. Gdy oÅ›wiadczyÅ‚am, że nie jestem rencistkÄ…, zadziwiÅ‚am tym oÅ›wiadczeniem zarówno rejestratorkÄ™ jak i stojÄ…cych w kolejce ludzi. Na szczęście rejestratorka dość szybko ochÅ‚onęła z szoku. O rencie rozpiszÄ™ siÄ™ bardziej w innym wpisie, żeby za bardzo nie odejść od tematu.
Potem w jeszcze większy szok wprawiłam badającego mnie lekarza a on mnie. W ogóle śmieszny lekarz. Na wszystko ma jedną receptę:
1. ciepłe,
2. płyny,
3. dużo witaminy C w dowolnej postaci
4. Apap gdy gorÄ…czka przekroczy 38 stopni.
PodobajÄ… mi siÄ™ takie recepty i pewnie sama bym sobie wówczas poradziÅ‚a bez lekarza, no ale…
Gdy spytałam o to, czy dostanę zwolnienie, lekarz się zdziwił. Nie był pewien, czy mnie dobrze zrozumiał. Spytał mnie chyba ze 3 razy, czy aby na pewno potrzebne mi jest zwolnienie na druku L4. Gdy mu odpowiadałam że tak, dziwił się jeszcze bardziej. Upewniał się, czy ja aby na pewno pracuję, czy na etacie i czy pracuję w weekendy. Gdy mu w końcu pokazałam NIP mojego pracodawcy, musiał uwierzyć.
Do tej pory słyszałam takie opowieści od kolegi, ale uważałam to za jakieś bajki, że za górami, za lasami, komuś się zdarzyło, ale z pewnością nie spotka to mnie.
Potem wypisując mi te swoje słynne zalecenia zadał standardowe pytanie zacytowane powyżej a ja standardowo odpowiedziałam, że tak, mieszkam sama. Biedny lekarz jakoś nie mógł w to uwierzyć. Ja wiem, było jeszcze rano, ja byłam u niego jako druga, mógł biedak pomyśleć, że mu się to śni.
- I to tak sama, bez mężadzieciojcamatki?
Specjalnie napisałam to w taki sposób, bo on tak ciurkiem te osoby wymienił jednym tchem. Na koniec nazwał mnie osobą ciężkochorą ale nie z powodu grypy z którą przyszłam.
Z różnymi reakcjami się już spotkałam stykając się ze służbą zdrowia, ale jeszcze nigdy z tak głębokim niedowierzaniem.
Zastanawiam siÄ™ skÄ…d to siÄ™ bierze.
Rozumiem, że osób które nic nie widzą w stosunku do całej ludzkości jest niewiele a pracujących i przychodzących do lekarza bez innej osoby jest jeszcze mniej.
Do tego dochodzi coś jeszcze. Nie wiem jak było w innych miastach, ale gdy przyszłam do pracy te kilkanaście lat temu, to mieliśmy swoją przychodnię. Nie mam pewności, czy chodzili do niej wszyscy pracujący niewidomi z całej Warszawy, nie chcę zmyślać, ale z budynku w którym pracuję i z pobliskiej spółdzielni niewidomych na pewno tak. Ta przychodnia była bardzo blisko i chodziliśmy do niej zarówno na badania okresowe jak i w momentach gdy się było chorym i potrzebne było zwolnienie. W każdym razie można było latami nie odwiedzać swojej przychodni rejonowej. Gdy nastały kasy chorych, wszystko się zmieniło. Nagle przychodnie rejonowe ujrzały nas no i staliśmy się dziwowiskiem dla pracujących tam ludzi.
W tej przychodni byli również okuliści i z tego co opowiadają koleżanki - tylko oni potrafili badać chore oczy. Taki przeciętny okulista w ogóle nie może pojąć, że można nic nie widzieć.
Kiedyś słyszałam o pewnym człowieku, który uderzył się dotkliwie w oko. Na ostrym dyżurze lekarz nie chciał udzielić mu pomocy. Poco. Przecież to oko nie widzi, prawda?
Z bardziej normalną reakcją ze strony rejestratorek i lekarzy spotykam się w przychodniach prywatnych. Jest taka jedna w pobliżu mojego miejsca pracy. Musiałam tam kiedyś zrobić kilka badań. Rejestratorka udziela potrzebnej pomocy, nie za dużo, nie za mało, tyle ile trzeba, lekarze też nie zadają dziwnych pytań.
To samo jest w gabinecie dentystycznym do którego chodzę. Tylko raz na samym początku popełniłam błąd i weszłam do gabinetu z koleżanką. no w końcu byłam tam pierwszy raz. Musiała mi pokazać gdzie jest fotel. Dentysta zapytał ją, co mi trzeba zrobić na co ona przytomnie odpowiedziała że nie wie i że on musi zapytać o to mnie. Ja jeszcze coś dogadałam że mam język w buzi i umiem mówić i że ona rzeczywiście nie wie z czym do niego przyszłam. Pan doktor więcej pytań już nie odważył się zadać rzecz jasna z wyjątkiem tych niezbędnych potrzebnych mu do działania.
Nie wiem jak jest w szpitalach, bo leżaÅ‚am tylko raz gdy byÅ‚am bardzo maÅ‚a, ale generalnie stwierdzam, że pracownicy sÅ‚użby zdrowia za maÅ‚o o nas wiedzÄ… i wÅ‚aÅ›ciwie nie wiem, czy jest jakiÅ› sposób, żeby temu zaradzić, bo w stosunku do wszystkich innych pacjentów pojawiamy siÄ™ zapewne dość rzadko a pozostawienie tzw “instrukcji obsÅ‚ugi” jak sÅ‚usznie ktoÅ› zauważyÅ‚ w prywatnej korespondencji ze mnÄ… też tu niewiele wniesie.