Wyjazd do Australii
No właśnie. Miałam Wam opisać co mnie tak dzisiaj dekoncentrowało w pracy.
Dawno dawno temu bo lat temu 24 zaczęto nagrywać audycje dla radiowęzłów spółdzielni niewidomych. W audycjach tych przedstawiano różne ważne informacje dla pracujących tam ludzi, starano się też ich ukulturalniać. Można tam znaleźć wywiady z różnymi niewidomymi twórcami, innymi ludźmi, którzy coś w życiu osiągnęli, można usłyszeć grających i śpiewających niewidomych artystów, więc zaczęłam te taśmy digitalizować, bo to w końcu kawałek naszej historii, który obrasta kurzem.
W audycjach lipcowej i wrześniowej z 1985 roku znalazłam relacje z czegoś, co zdarzyło się w tym czasie w moim życiu - wówczas życiu nastolatki. Miało wtedy miejsce coś, co zapewne już nigdy się nie powtórzy - wielka podróż życia, podróż do Australii.
Od czasu do czasu śni mi się Australia. Są to miłe sny a jednocześnie niezwykle wyraziste, bardzo realne. Kiedy budzę się żałuję, że to był tylko sen.
Tak było, dopóki nie usłyszałam tych nagrań. Wtedy wróciły do mnie wspomnienia głównie z przygotowań do tego wyjazdu - złe wspomnienia.
Siostra B, moja ówczesna wychowawczyni, polonistka, osoba prowadząca chór na nagraniu zrobionym na lotnisku opowiada:
“To jest wylot na jakÄ…Å› olbrzymiÄ…, wspaniałą, wielkÄ… przygodÄ™. Zespół piÄ™tnastu dziewczynek zostaÅ‚ zaproszony do Australii na miÅ‚y odpoczynek, na zwiedzanie, ale poza tym na przypomnienie polskim Australijczykom ojczyzny. A wiÄ™c bÄ™dziemy tam nie tylko z nimi rozmawiać, nie tylko siÄ™ z nimi spotykać, ale bÄ™dziemy również im Å›piewać, żeby przypomnieć im PolskÄ™.”
Hm… jak by tu powiedzieć… caÅ‚y rok szkolny przygotowywaÅ‚yÅ›my siÄ™ do tego wyjazdu. Dokonano odpowiedniej selekcji. Próby byÅ‚y bardzo wyczerpujÄ…ce. Oprócz Å›piewów byÅ‚y też taÅ„ce i inne takie ukÅ‚ady horeograficzne. Siostra B byÅ‚a osobÄ… bardzo wymagajÄ…cÄ…. OdbieraÅ‚yÅ›my to jako wyjazd wyłącznie na wystÄ™py.
KiedyÅ› na godzinie wychowawczej siostra B oÅ›wiadczyÅ‚a mi przy caÅ‚ej klasie, że mam 3 z WF, ponieważ chodzÄ™ jednÄ… nogÄ…. PoszÅ‚am wiÄ™c do niej pewnego wieczoru korzystajÄ…c z tego że miaÅ‚a pokój na terenie internatu i oÅ›wiadczyÅ‚am jej, że skoro tak, to ja nie chcÄ™ jechać do Australii. CaÅ‚ej rozmowy nie pamiÄ™tam może z wyjÄ…tkiem jednego zdania. “Może lepiej żebyÅ› pojechaÅ‚a z nami zamiast siedzieć w jakichÅ› tam…” (tu padÅ‚a nazwa miejscowoÅ›ci z której pochodzÄ™).
Po tej rozmowie odpuÅ›ciÅ‚am, ale za to inna koleżanka z naszej grupy która miaÅ‚a jechać - dziewczyna z wielodzietnej rodziny, której w domu nie spotykaÅ‚o nic dobrego - wykorzystaÅ‚a okazjÄ™ że trochÄ™ widzi, wykradÅ‚a pozwolenie na ten wyjazd podpisane przez swoich rodziców i podarÅ‚a je. Wyobrażacie to sobie? PodarÅ‚a pozwolenie na wyjazd niby to “na miÅ‚y wypoczynek”. Na jej miejsce wybrano w ostatniej chwili innÄ… dziewczynÄ™, ale ta również chyba nie ucieszyÅ‚a siÄ™ z tego, bo po zakoÅ„czeniu roku szkolnego natychmiast zniknęła i nie zostaÅ‚a z nami na dodatkowych próbach trwajÄ…cych aż do dnia wyjazdu. W ogóle siÄ™ nie pojawiÅ‚a. Pod takÄ… presjÄ… żyÅ‚yÅ›my wtedy.
Na dodatek przed samym wyjazdem zrobiono nam poważne zebranie. ZostaÅ‚yÅ›my na nim pouczone, że musimy pokazać tym ludziom jakie jesteÅ›my niezwykle zrehabilitowane a także że nie jesteÅ›my “prywatnymi dziewczynkami, lecz dziewczynkami z Polski”, wiÄ™c musimy dobrze PolskÄ™ reprezentować.
Gdy już leciałyśmy samolotem wcale nie myślałam o tym jak będzie fajnie, niezwykłe, co tam zobaczymy, w ogóle nie potrafiłam znaleźć dobrych stron tego wyjazdu. Myślałam tylko o tym ile będzie występów, czy uda mi się zaprezentować np jak sprawnie posługuję się nożem i widelcem (czego prawie w ogóle nas wtedy w Laskach nie uczono) i jak bardzo siostra B będzie nas gnębić. Pamiętam, że dzień czy dwa przed tym wyjazdem prawie straciłam głos. Pamiętam, że gdy na lotnisku w Sydney zapędzono nas do jakiegoś pomieszczenia i tam filmowano, kazano mi podejść do przodu i powiedzieć jak bardzo się cieszę że tu przyjechałam. Nie dość że nie cieszyłam się w ogóle, to podczas śpiewania cały czas wykonywałam jakieś nerwowe ruchy rękami i kamerzysta musiał nieźle się natrudzić żeby to zatuszować. Rzecz jasna zostałam o tym poinformowana po fakcie.
I jeszcze jedno - mówienie o nas “dziewczynki” byÅ‚o lekkÄ… przesadÄ…. MiaÅ‚yÅ›my po kilkanaÅ›cie lat i takich prawdziwych “dziewczynek” byÅ‚o zaledwie 10. PozostaÅ‚e 4 bo w koÅ„cu pojechaÅ‚o nas 14 to byÅ‚y osoby już dorosÅ‚e. Dwie z nich wÅ‚aÅ›nie skoÅ„czyÅ‚y zawodówkÄ™, trzecia rok wczeÅ›niej zdaÅ‚a maturÄ™ a czwarta byÅ‚a Å›wieżo po studiach wokalnych i gdyby nie ona, to soprany by tam cienko Å›piewaÅ‚y. MiaÅ‚a kilka wÅ‚asnych indywidualnych koncertów i strasznie siÄ™ irytowaÅ‚a w sumie sÅ‚usznie, że musi uchodzić za dziewczynkÄ™ z Lasek.
A jeszcze pamiętam, że na lotnisku spotkałyśmy się z ambasadorem albo przedstawicielem ambasady Australii. Zaśpiewałyśmy jedną z dwóch wyuczonych na blachę australijskich piosenek a każdej z nas przypięto znaczek z kangurem. Osoba z ambasady przypinająca mi znaczek zwróciła uwagę na to, co już miałam tam przypięte - mój talizman, z którym postanowiłam się nie rozstawać, coś, co miało mnie chronić wówczas od zła wszelkiego - znaczek zespołu Lombard.
Materiał z naszego odlotu do Australii zgrywałam już jakiś czas temu. Natychmiast o tym fakcie poinformowałam moją przyjaciółkę, która też tam wtedy leciała. Powiedziała mi, że rzeczywiście był pan (nawet zapamiętała jego imię i nazwisko) z magnetofonem, który podchodził do nas wszystkich i zadawał różne pytania. Zupełnie tego nie pamiętam. W materiale wyemitowano tylko rozmowę z siostrą B oraz z najstarszą uczestniczką, śpiewaczką J K.
To co dzisiaj tak skutecznie mnie dekoncentrowało, to materiał z wrześniowej audycji z roku 1985 nagrany po naszym powrocie z Australii.
Oto fragment relacji telewizyjnej z naszego przyjazdu. Opisywałam powyżej jak to wyglądało. Dobrze zapamiętałam, którą piosenkę wtedy śpiewałyśmy. Spiker opowiada:
“…tylko jedna z tych 14 dziewczÄ…t miaÅ‚a kiedykolwiek przedtem okazjÄ™ wyjechać za granicÄ™…”
(teraz już kojarzę która. Pamiętam tę relację z podróży po Włoszech.)
“…a teraz znalazÅ‚y siÄ™ wszystkie na drugim koÅ„cu Å›wiata w obcym kraju, pozbawione tego, co zawsze tak pomaga przybyszowi - wzroku…”
(Oj bez przesady! Cztery osoby z 14 sporo widziały i były z nami wychowawczynie. Co innego gdybyśmy w tym obcym kraju znalazły się zupełnie same.)
“…a przecież sÄ… uÅ›miechniÄ™te, roztaÅ„czone. To specjalność dzieci z instytutu w Laskach. Radość życia, która góruje nad wszelkim upoÅ›ledzeniem.”
Jeśli chodzi o uśmiech, to przed wyjazdem zostałyśmy odpowiednio wytresowane - pamiętajcie, nie możecie być blade, nie możecie być smutne. - Kiedyś po jednym z wyczerpujących koncertów zamknęłam się w szafie żeby tam sobie popłakać. Kiedyindziej, gdy po jednym z takich koncertów zabierały nas na jakąś godzinę polskie rodziny też poleciało kilka łez. Te dwóczęściowe koncerty z programem patriotycznym i ludowym były bardzo wyczerpujące psychicznie. Te tańce i przemieszczanie się w trakcie występu po obcych scenach, ten lęk, czy podczas tańca nie spadnie się ze sceny albo się na niej nie zabłądzi podczas przechodzenia gdzieś w bok, gdy J K miała swoją solówkę, to przebieranie się podczas przerwy z harcerskich mundurków do strojów ludowych.
Koleżanka przypomniała mi zdarzenie, kiedy to jednej dziewczynie zapalił się jakiś fragment stroju czy może włosy od świeczki a siostra A zachowując zimną krew zgasiła pożar. Ta świeczka wzięła się stąd, że przedstawiałyśmy puszczanie wianków na wodę w dniu Sobótki no i tam ciągnęło się jakiś materiał z pozapalanymi świeczkami. Ja tego osobiście nie robiłam, więc zupełnie nie pamiętam.
W Melbourne codziennie padał deszcz i było ponuro, codziennie był wieczorem taki dwóczęściowy koncert.
Najradośniejszy tydzień podczas tego całego pobytu - wiem wiem, jestem okrutna - to był ten tydzień, który my spędziłyśmy w Brisbein (o Jezu, nie wiem jak się to pisze poprawnie) a w tym czasie siostra B w ciężkim stanie leżała w szpitalu w Sidney. Dałyśmy wtedy tylko jeden koncert ze stowarzyszeniem jakiejś miejscowej akompaniatorki pani Grażyny. Nie mogłyśmy się z nią w ogóle zgrać. Ta pani złożyła na nas skargę. W sumie miłe dla niej nie byłyśmy.
O proszę, siostra B powiedziała, że takich wielkich dwóczęściowych koncertów było 22 a do tego jeszcze koncerty pieśni religijnych w kościołach, odczytywanie czytań i śpiewanie psalmów na mszach i w ogóle oprawa muzyczna mszy.
Ci wszyscy ludzie, którzy podejmowali nas mnóstwem dobrego jedzenia, po każdym koncercie wręczali nam na scenie drobne prezenty, te siostry zmartwychwstanki w mieście Adelaida, które co wieczór wkładały nam coś pod poduszki, te wszystkie osoby nawet nie zdawały sobie zapewne sprawy z tego, jak bardzo rekompensują nam a przynajmniej mnie ten cały stres związany z występami.
Tego co publicznie wręczano nam na scenie żadna wychowawczyni nie mogła nam odebrać. Inaczej było gdy ktoś podchodził do którejś z nas i wciskał coś w rękę. Czasem były to pieniądze, czasem maskotka. Te rzeczy były nam odbierane. Słusznie czy nie? Wtedy wydawało mi się że tak. Pamiętam, że oddałam nawet to o czym dorośli nie wiedzieli że dostałam.
Siostra B w materiale opisywała zdarzenia, których już nie pamiętam. Mówiła, które utwory spotykały się z największym entuzjazmem, kiedy byłyśmy proszone o bisy, zupełnie tego nie pamiętam. Opowiadała o jakimś spotkaniu z młodzieżą, z którego wyszłyśmy oburzone. Też tego nie pamiętam. Owszem, pamiętam jakąś szkołę, ale to chyba była jakaś zwykła szkoła do której chodziła też polska młodzież. Była tam Monika z Poznania, która strasznie tęskniła do Polski i z tego powodu nie mogła dogadać się z rodzicami, była Kaśka, która prezentowała postawę wręcz odwrotną niż Monika.
Materiał zawierał również piosenki z kasety nagranej w ekspresowym tempie chyba jeszcze w pierwszym tygodniu pobytu w jakimś studio w Sidney. Jedna z dziewczyn wtedy źle się czuła i cały czas siedziała w reżyserce, ja jeszcze nie wyleczyłam się z mojej chrypy, ale śpiewałam. W końcu alty były tylko 4. Kaseta ta była potem sprzedawana na wszystkich koncertach.
Przed wyjazdem do Australii przygotowywaÅ‚yÅ›my też na pracach rÄ™cznych jakieÅ› makatki, kwiatuszki i inne takie drobiazgi. Nie mam pewnoÅ›ci, ale wydaje mi siÄ™, że one też byÅ‚y sprzedawane a pieniÄ…dze… to tylko domysÅ‚y… my byÅ‚yÅ›my od czarnej roboty.
Wtedy też tak myślałam, ale z innego powodu. Teraz to sobie dopiero przypomniałam. Odczuwałam wówczas jakąś wielką złość, że oto wychowawczynie naszym kosztem mogą sobie podziwiać piękne widoki. Coś sobie również przypominam, że wychowawczynie zwiedzały jakieś ośrodki dla niewidomych, których my nie zwiedzałyśmy.
Najwięcej zapamiętałam z Brisbein. Plażę, delfinarium, wesołe miasteczko, plantacje owoców. Z innych miast pamiętam koncert dzwonów na wyspie, ogrody zoologiczne, ścieżkę dotykową w ogrodzie botanicznym, drzewa cytrynowe, mandarynki rwane prosto z drzewa, pewne drzewo o kwiatach w ształcie szczotki do butelek, rzecz jasna eukaliptus a także gadającą papugę o imieniu Koki.
Ten wyjazd wywołał u mnie sprzeczne ze sobą emocje. Z jednej strony wyjazdy z Lutnią przy nim to pikuś, z drugiej zaś nie przyniosły mi tyle fajnych przeżyć co ten, ale z kolei nie były tak długie.
Mam nadziejÄ™, że treść tego wpisu nie dotrze do osób, które wtedy siÄ™ nami opiekowaÅ‚y, bo… wolÄ™ nawet nie myÅ›leć o konsekwencjach.