Po próbie
W krótkich żołnierskich słowach powiem, że:
D Z porównał śpiewanie do kierowania samochodem,
porównał znak fermaty do muchomora,
powiedział, że nuty czytamy na poziomie żłobka a zachowujemy się na poziomie gimnazjum i on doprowadzi do tego, że nasz poziom czytania nut wzrośnie.
JeÅ›li zaczniemy nuty czytać na poziomie akademii… wróć… Uniwersytetu muzycznego, to ja po prostu przestanÄ™ nadążać i odpadnÄ™ w ramach selekcji naturalnej tych, których D Z nie lubi albo wrÄ™cz przeciwnie - bÄ™dÄ™ walczyć jak lew z przeciwnoÅ›ciami.
A jeszcze było o wyjeździe - już nie do Włoch, co po cichu przewidywałam, lecz do Londynu, o zarabianiu i wydawaniu kasy, o tym, że na koncercie musimy zarobić tyle, żeby nie spać na ulicy albo w autokarze. Pewnie się okaże, że będziemy spać z emigrantami na dziko na skłocie (jak zwał tak zwał hehehehe).
Jeszcze było o tym, że na najbliższych warsztatach będziemy się uczyć odpowiedniego zachowania na scenie i że jest wyjazd do Hełma, na który już wiem że nie pojadę, gdyż dokładnie w tym samym czasie ma być jakiś koncert Lutni, o którym jak zwykle dowiedziałam się nieco wcześniej niż o tym wydarzeniu. Może uściślę - na poprzedniej próbie była mowa o tym, że jedziemy tam w sobotę, czyli gdybym pojechała, to miałabym koncert dzień po dniu każdy z innym chórem a o tym, że to jednak będzie tego samego dnia, dowiedziałam się dzisiaj. No więc wybiorę wiadomo co.
Ech wrrrrrrrrrrrrr! Znowu zaczyna się robić kicha.